Wielki finał Festiwalu Sacrum Profanum: giganci muzyki w hołdzie dla Steve'a Reicha!
Aphex Twin, Adrian Utley z Portishead, Will Gregory z Goldfrapp, Leszek Możdżer, DJ Envee i Pianohooligan – w finałowym koncercie Festiwalu Sacrum Profanum wielcy muzycy oddali hołd bohaterowi tegorocznej edycji, 75-letniemu Steve’owi Reichowi. Twórczość tego największego żyjącego współczesnego kompozytora, zabrzmiała w hali ocynowni ArcelorMittal w różnych stylach i widowiskowej oprawie laserowego show. Jubilat i jego muzyka wiwatowana była przez kilkutysięczną publiczność.
- Gdy powiedziałem znajomym, że na jednym koncercie spotka się taki skład wykonawców, mówili: to musi być w Berlinie. Odpowiadałem: Nie! W Paryżu? Nie! To w Londynie albo w Nowym Jorku. Nie! Tylko w Krakowie! – mówił obecny na koncercie Steve Reich. Podkreślał, że podczas tego festiwalu jego muzyka i muzyka innych amerykańskich twórców wykonywana była przez cały tydzień. I to przez czołowe współczesne zespoły – Ensmeble Modern, Klangforum Wien, Bang on a Can All-Stars, Asko|Schönberg czy Alarm Will Sound. - To był Modern World Music Festival - mówił Reich. Zaskoczeniem były też kolejne wyważone, pełne niesamowitych brzmień aranżacje, w tym słynnego Electric Counterpoint, napisanego dla Pata Metheny’ego (1987). Z Aphexem ten utwór wykonał m.in. Adrian Utley i była to inna wersja od tej, którą usłyszeliśmy na otwarcie festiwalu, w wykonaniu Jonny’ego Greenwooda z Radiohead. Idąca bardziej w zwielokrotnienie i pogłębienie muzycznej przestrzeni. Ale podobnie jak Greenwooda wywołała wielki aplauz publiczności. Do zobaczenia za rok na kolejnej, 10. już edycji Festiwalu Sacrum Profanum.
Ale koncert Reich 75, którego ostateczny kształt do końca był niespodzianką, zaskoczył nie tylko bohatera tegorocznej edycji Sacrum Profanum. Był z jednej strony – jak cały festiwal – retrospekcją twórczości Steve’a Reicha. Z drugiej transpozycją jego muzyki w inne światy – jazzowy, alternatywny, rockowy. Narracją widowiska były nagrania rozmów z kompozytorem. Oprawą niezwykła gra laserowych świateł.
Pierwszą część koncertu otworzyła kompozycja Come Out z 1966 roku, którą Reich napisał po zamieszkach w Harlemie. Kompozytor użył w niej głosu jednego z uczestników zamieszek – Davida Hamma. Nagrał go na dwóch ścieżkach taśmy i zaczął przekształcać, używając przesunięć fazowych, które od tej pory na zawsze weszły do jego twórczości.
W dalszej części wieczoru po raz drugi podczas tego festiwalu pojawił się utwór, za który Reich otrzymał Grammy Award – Music for 18 Musicians. Na otwarciu słyszeliśmy go w tradycyjnej interpretacji Ensemble Modern, w finale swoją wersję przygotował Envee - producent i didżej, współzałożyciel kolektywu Niewinni Czarodzieje. Jego wersja utworu, do którego inspiracją była muzyka indonezyjskich gamelanów, przełamała wewnętrzny puls kompozycji. Jednak nieliczne skrecze i cuty, a także nowy bit tylko zwróciły jeszcze większą uwagę na reichowski porządek formy.
Potem na scenę wkroczył Leszek Możdżer i tym, co zrobił zadziwił wszystkich. Nawet jubilata. Słynny utwór Piano Phase napisany w 1967 roku na dwa fortepiany, nie dość że zagrał sam – na dwóch fortepianach jednocześnie (!), to jeszcze zaimprowizował. Trudno było uwierzyć w to co widzieliśmy i słyszeliśmy. Żeby zrozumieć ten wyczyn, trzeba wiedzieć, że utwór trwa ponad dwadzieścia minut, a tworzą go szybkie, nieregularne powtórzenia 12 dźwięków, które poddawane są ciągłej technice fazowania, czyli mikro przesunięć. Powstaje siatka totalnie niesymetrycznych dźwięków – do tej pory – niemożliwych do wygrania przez jednego pianistę. Możdżer ponoć spędził nie tylko wiele godzin przy fortepianie, ale i na siłowni, żeby kondycyjnie podołać wyzwaniu. Klawiatury fortepianów ustawił pod kątem, usiadł między nimi, a ręce wsparł na specjalnych podpórkach. - Niewiarygodne!, Leszek jesteś wielki! – krzyczał z zachwytu po tym koncercie Steve Reich. Pianistę wiwatowała też publiczność.
Po nim Will Gregory brytyjski klawiszowiec, producent i saksofonista przypomniał utwór z 1970 roku Four Organs na cztery organy elektryczne i marakasy. Kompozycję po raz pierwszy zaprezentowaną w Muzeum Gugenheima w Nowym Jorku, Reich opisuje, jako „najdłuższą kadencję w historii zachodniej muzyki”. Rzecz w tym, że eksploatuje ona jeden akord w wydłużanych w nieskończoność wartościach. W miarę rozwoju utworu postępuje ta harmoniczna dekonstrukcja, której jedyną ramą są rytmiczne uderzenia marakasów.
Zaproszeni na niezwykłe muzyczne urodziny Adrian Utley z Portishead wraz z Piotrem Orzechowskim (Pianohooligan) zagrali Electric Guitar Phase (2000), adaptację na gitarę elektryczną utworu z 1967 roku Violin Phase. To była ciekawa aranżacja, w której gitara spełniała raczej rolę akompaniamentu, a rolę wiodącą wielobarwny fortepian. Nie brakło w nim takich efektów kolorystycznych, jak granie smyczkiem na strunach gitary czy szarpnięcia i uderzenia strun fortepianu. Efekt był zaskakująco melodyczny. Pierwszą część wieczoru zakończył znów DJ Envee i jego dance’owa wręcz wersja legendarnej kompozycji Reicha, powstała po wizycie w Ghanie – Drumming.
Druga część wieczoru należała do Aphex Twina. Guru muzyki elektronicznej pokazał się tym razem w Krakowie (występował tutaj już w finale 7. edycji Festiwalu Sacrum Profanum) z nowej strony. Zrezygnował z ostrego, prowokacyjnego techno, na rzecz wyważonej elektroniki. Wpierw zabawił się tak naprawdę pierwszą kompozycją Reicha, którea została publicznie wykonana – It’s Gonna Rain z 1965 roku. Reich przetwarza w niej nagrany głos ulicznego kaznodziei – brata Waltera, który na przedmieściach San Francisco wieścił deszcz bomb. Dźwięki zostają zapętlone i przesunięte przy pomocy dwóch nieskomplikowanych magnetofonów, by powstało wrażenie kontrolowanego chaosu. Aphex nie zmienia tego założenia, zapętla tylko kompozycję bardziej używając super nowoczesnego sprzętu.
Na finał energicznym krokiem wkroczył na scenę sam Steve Reich. Podziękował wszystkim za fenomenalny wieczór: każdemu muzykowi, zespołowi, kolegom kompozytorom obecnym na festiwalu, organizatorom, a nawet oiekunce, która pilotowała go podczas pobytu w Krakowie. Ale przede wszystkim publiczności, która tłumnie świętowała jego urodzinowy festiwal w Krakowie. – Dziękuję, że przyszliście – powiedział na koniec wzruszony Reich.


