"Zróbmy widowisko!" - rozmowa z Jackiem Spychałą, reżyserem inscenizacji historycznych obchodów 325. rocznicy wiktorii wiedeńskiej (wrzesień 2008)
Odsiecz wiedeńska to ostatni triumf oręża polskiego przed rozbiorami. W inscenizacji bitwy, która odbędzie się na krakowskich Błoniach, weźmie udział kilkaset osób. Do tego gra świateł, muzyka, efekty pirotechniczne. Jak zapanować nad tym wszystkim? Ile czasu potrzeba, by przygotować tak potężny spektakl?
Na początku jest pomysł, który rodzi się szybko na zasadzie – zróbmy widowisko. Łatwo powiedzieć, ale trudno zrobić. Nawet jeśli pomysł zdobywa uznanie i podoba się wszystkim, to nic nie znaczy. Po pierwsze, trzeba go dobrze opisać, przekonać do niego ludzi i oczywiście znaleźć finansowanie.
Następnie przychodzi faza pisania scenariusza. Z tym jest różnie, czasami udaje się to zrobić bardzo szybko, czasami trwa to tygodniami, a pomysły się nie pojawiają. Na pewno podstawą jest dobra znajomość tematu, czyli bogata wiedza historyczna. Ponieważ nie jestem historykiem, za każdym razem muszę się dokształcać. Czytam książki, rozmawiam ze specjalistami – w Krakowie konsultacji historycznych udziela prof. Michał Rożek. Jak już wiem dokładnie, co chcę zrobić i widzę już oczami wyobraźni spektakl, zajmuję się wtedy wybraniem wykonawców. Dotyczy to zarówno aktorów pierwszoplanowych, rekonstruktorów, statystów, oświetlenia itp. Potem projektujemy scenografię, kostiumy. Następnie kilka dni przed widowiskiem zaczynają się próby na miejscu. Budujemy dekoracje, ćwiczymy ustawienia itp. Na samym końcu robimy próby aktorskie, spektakl z reguły gotowy jest dzień przed premierą. Podsumowując, przygotowanie widowiska trwa kilka miesięcy, ostatni miesiąc to praca kilku, czasem kilkunastu osób, dzień w dzień. Największą trudnością jest połączenie zawodowców, czyli aktorów, scenografów, choreografów, z amatorami, jakimi są rekonstruktorzy historyczni. I nie używam tu słowa amator w pejoratywnym kontekście, po prostu ci ludzie na co dzień zajmują się z reguły czym innym, a ze sceną czy występami mają niewiele wspólnego. Dlatego czasem trudno jest zrozumieć im, jak zachować się na scenie i co jest ważne dla przebiegu widowiska.
Osławiony atak husarii, który zdecydował o zwycięstwie pod Wiedniem, trwał podobno zaledwie pół godziny. Ten decydujący atak wojsk pod dowództwem wojsk Jana III Sobieskiego zostanie odtworzony w Krakowie? Z tego rodzaju widowisk plenerowych można nauczyć się historii, czy to raczej swobodna interpretacja wydarzeń z dziejowym tłem?
Najważniejszym momentem bitwy pod Wiedniem była szarża husarii, dlatego u nas odtworzenie tej szarży również będzie najważniejszym momentem spektaklu. Chcę przez to powiedzieć, że widowisko oparte jest na faktach. Oczywiście nie da się w pełni oddać realiów bitwy, niemniej postaramy się cały konflikt opowiedzieć starannie. Myślę, że podobne widowiska są uzupełnieniem wiedzy historycznej i trudno uczyć się historii, tylko oglądając spektakle. Jednak można zobaczyć na nich rzeczy, o których człowiek czytał, a jak nie ma bogatej wyobraźni, to łatwiej zapamiętać, oglądając na żywo. Np. na widowisku „Vivat Vasa”, które odbywa się w Gniewie, ostatnio przeprowadzono eksperyment historyczny z udziałem rekonstruktorów, który pokazał, czy była możliwa szarża husarii na muszkieterów w bitwie pod Kircholmem. Podobne doświadczenia przeprowadza Tomasz Szajewski, który w krakowskim spektaklu zajmuje się przygotowaniem grup rekonstrukcyjnych.
W rolę Jana III Sobieskiego wcieli się sam Daniel Olbrychski, królową Marysieńką ma być z kolei Grażyna Wolszczak. Jakie cechy powinien posiadać Sobieski i królowa Marysieńka? Czy Olbrychski i Wolszczak je posiadają? Czym Pan się kierował przy wyborze?
Daniel Olbrychski brał udział w największych polskich produkcjach historycznych. Milionom Polaków kojarzy się z „Trylogią”, dlatego uznałem, że to będzie dobry wybór. Poza tym – co szalenie istotne – bardzo dobrze jeździ konno, a do tego widowiska jest to niezbędne. Jeśli chodzi o Marysieńkę, czytając o królowej, stworzyłem sobie jej obraz i właśnie Grażyna Wolszczak najbardziej mi do tej roli odpowiada.
Jest jednak szansa, że zarówno w sobotnim spektaklu batalistycznym na Błoniach, jak i w niedzielnym triumfalnym wjeździe Sobieskiego do miasta, zobaczymy znanych krakowian. Kogo i w jakich rolach możemy się spodziewać?
Liczę, że udział krakowskich artystów będzie znaczny, jednak nie chciałbym wszystkiego zdradzać. Mam nadzieję, że widzowie będą zadowoleni.
Przez ostatnie lata był Pan producentem kilkunastu dużych spektakli, które zgromadziły tysiące osób (m.in. „Oblężenie Malborka 1410” czy „Batalia Napoleońska” w Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie). Mimo dopiętego szczegółowo planu na pewno zdarzają się też jakieś nieprzewidziane sytuacje? Trudno na przykład zaplanować pogodę, jaka będzie w danym dniu. Miał Pan do czynienia z jakimiś nieprzewidzianymi w scenariuszu sytuacjami, przygodami?
Właściwie przy każdej produkcji zdarzają się nieprzewidziane sytuacje. Ale na tym m.in. polega moje zadanie, by je minimalizować. A jeśli coś się już wydarzy, to umieć to jak najszybciej pokonać lub wykorzystać tak, by publiczność się nie zorientowała. Kiedyś w Malborku na pięć minut przed rozpoczęciem spektaklu mieliśmy awarię zasilania. Zgodnie z prawem Murphy’ego splot różnych okoliczności ułożył się w tę możliwie najgorszą. Wyglądało to mniej więcej tak: na murach zamku rozpaliliśmy znicze, które wyznaczały ich obrysy. Rozpalało je kilkanaście osób i akurat ta, która była najmniej doświadczona, w najmniej eksponowanym miejscu trafiła na wadliwą pochodnię, którą opuściła na dół, dokładnie na kabel zasilający. Pochodnia, która zgasła na murze, pod wpływem lotu rozszerzyła się i ponownie zapaliła, przepalając kabel. Spowodowało to zwarcie i awarię. Ale oczywiście byliśmy przygotowani i udało nam się w ciągu kilku minut wymienić kabel i publiczność nawet się nie domyśliła, że coś było nie tak. Co do pogody – to jest największa niewiadoma i największy potencjalny problem. W każdym razie wśród kilkunastu widowisk, które rocznie robię, mam podział – te, na których zawsze jest ładna pogoda, jak np. „Oblężenie Malborka” (od 9 lat nie padało) oraz np. „Batalia Napoleońska” (pada zawsze, pomimo że data jest ruchoma). W Krakowie nie będzie padało.


